poniedziałek, 25 stycznia 2016

Urodzona z defektem

Ostatnio tak sobie myślę, że urodziłam się z jakimś cholernym defektem.

Czemu nie mogę tak jak inni ludzie kochać i być kochaną jednocześnie?
Mieć kogoś kto zawsze będzie przy mnie, a i ja będę się przy nim czuła dobrze?
Czemu nie mogę być po prostu szczęśliwa?

Kiedyś myślałam, że to dlatego że jestem nieśmiała i nie jestem taka ładna jak inne, ale to chyba nie do końca w tym tkwi problem. Teraz kiedy się zmieniłam ten problem dalej jest.

Chcę w końcu znaleźć miłość i potrzebuję tego, ale jednocześnie odpycham od siebie ludzi. Poznaje chłopaka, zaczynam z nim gadać, nawet flirtować, myślę sobie "może tym razem się w końcu uda!". Dowiaduję się, że się mu podobam, podbudowuję swoją samoocenę i nagle on proponuję mi randkę i czar pryska... Gdy widzę, że mu zależy mi nagle przestaje. PRZECIEŻ TO NIE JEST NORMALNE! Może boję się zobowiązań.... Może boję się, że ktoś mnie znowu skrzywdzi, że wtargnie z butami w moje chwilowo poukładane życie?

W każdym razie wiem, że to nie jest fair w stosunku do tych chłopaków,że rozbudzam w nich nadzieję a potem ich unikam, ale ja to robię podświadomie. I wiem jak to boli, bo nie raz przez to przechodziłam. Właśnie i w tym też jest problem! Bo ja zwykle zakochuję się w nieodpowiednich osobach, takich które nie zwracają na mnie uwagi, albo mają na mnie wylane, a tych którzy są idealnymi kandydatami odrzucam. Czemu?! Co jest do cholery ze mną nie tak?!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

A co jeśli nie ma przyjaźni?

PRZYJAŹŃ
to takie wielkie słowo...
niektórzy twierdzą nawet, że równe miłości,
ale czy nie jest tak, że gdy pojawia się miłość to znika przyjaźń, staje się niepotrzebna, bezwartościowa,nawet spychana na boczny tor?
Zadajmy sobie przede wszystkim pytanie "czym jest prawdziwa przyjaźń?"
Powiesz, że przyjaźń jest wtedy kiedy możesz za kimś skoczyć w ogień i wiesz, że on też to zrobi dla ciebie. Ale czy to nie jest trochę banalne wyjaśnienie? Tak na prawdę to ludzie są egoistami i chociaż mówią, że jesteś dla nich najważniejszy to nie jesteś. Kiedyś sama myślałam, że przyjaźń jest najważniejsza, a moja przyjaciółka jest centrum mojego wszechświata i będzie ze mną do grobowej deski. Gówno prawda. Przyjaźniłyśmy się ponad 10 lat, a teraz nie rozmawiamy ze sobą od 8 miesięcy i  wciąż się zastanawiam jak to możliwe, że kiedyś była dla mnie wszystkim, a teraz nie mogę na nią patrzeć. Bo pojawił się chłopak, zaczęło się niewinnie a potem bum! Nawet nie wiem kiedy zostałam na lodzie, kiedy zostawiła mnie dla chłopaka, którego na początku nawet nie lubiła. A najgorsze jest to, że przez tyle czasu wpajała mi do głowy te wszystkie zasady, ideał chłopaka i związku, a potem nagle w jednej chwili to wszystko zburzyła i sama postąpiła wręcz odwrotnie do tego co mi mówiła przez te wszystkie lata. Nie widziałam tego, że przez tyle czasu byłam kierowana przez nią, tak naprawdę robiła ze mną co chciała, a ja dopiero po skończeniu tego wszystkiego przejrzałam na oczy. Do teraz nie mogę uwierzyć, że dałam sobą tak sterować i dać się tak wykorzystywać.
 Moją najgorszą wadą jest to, że za bardzo przywiązuję się do ludzi, a oni to wykorzystują. Zakładam z góry, że ludzie są dobrzy i każdy ma tą drugą, lepszą stronę, a potem cierpię.Może to skutek czytania tych wszystkich książek i oglądania głupich filmów z happy endem...
Dobrą radą jest trzymanie ludzi na pewien dystans i nie pozwalanie im aby weszli w nasze serce i narobili bałaganu, który potem będzie cholernie ciężko posprzątać...







wtorek, 5 stycznia 2016

Cofać się czy iść na przód?

Mówi się, że nie powinno się cofać, tylko iść na przód. Ale czemu nie wrócić do tego co kiedyś sprawiało, że byłeś szczęśliwy? Zawsze mnie to dziwiło i sądziłam, ze nie ma nic złego we wracaniu do przeszłości, ale w ostatnim czasie przekonałam się, że w tym co mówią jest jakieś ziarnko prawdy, a nawet więcej.Ten rok był rokiem przełomowym w moim życiu. Było w nim wiele rozstań, kłótni, zmian, ale poznałam też wiele nowych ludzi, zaczęłam się obracać w innym towarzystwie i inaczej postrzegać pewne sprawy. Jednak weszłam w ten rok z pewnym wahaniem, trochę może rozbiciem emocjonalnym. Może dlatego, że przestraszyłam się, że nie będzie od taki emocjonujący jak poprzedni? W każdym razie zapragnęłam wrócić do tego co było kiedyś, do chwil w których byłam najbardziej szczęśliwa, odnowić stare znajomości, przeżyć jeszcze raz chwile z chłopakiem, z którym spotykałam się w wakacje. I to był błąd. Chyba jednak nie o to w tym wszystkim chodzi... Okazało się, że chłopak znalazł sobie już kogoś innego, a ze starymi znajomymi nie potrafię nawet znaleźć tematu. Nasz pogląd na różnego rodzaju sprawy jest kompletnie zróżnicowany co nie pomaga w odnowieniu relacji. Nie wiem czy to ja aż tak bardzo się zmieniłam, czy oni. Chyba jedno i drugie.
W sumie może i dobrze... Zrobiłam przez ten rok tak wielki krok w mojej osobowości, że chyba żałowałabym gdybym to zaprzepaściła. Mimo, że ludzie i zdarzenia z przeszłości są dla nas ważne, nie powinniśmy do nich wracać. Pamiętać, ale nie wracać, bo to nie przyniesie nam nic dobrego, a wręcz przeciwnie stracimy szacunek i dobre mniemanie o nich, a także radość związaną ze wspomnieniami.

To tak trochę refleksji tak już na spokojnie. Poprzedni post był chaotyczny i pełen luźnych myśli, ten już jest bardziej przemyślany i spójny.

Nie ma już nic...

Nie ma już nic...
Odszedł, tak po prostu odszedł z mojego życia...
Odszedł zostawiając czarną dziurę w moim sercu
Niby nic, powiesz przecież wiedziałaś, że kiedyś to nastąpi, liczyłaś się z tym, że ten stan nie będzie trwał wiecznie.
A jednak boli, cholernie boli.
Życie toczy się dalej, ale co to za życie.
Sensu brak.
Powiesz kto jak kto ale ON?!
Niby co on takiego w sobie ma?! co on w ogóle sobą reprezentuje?!
NIC.
Odszedł zostawiając wciąż tak wyraźne wspomnienia
Zabrał ze sobą cząstkę mnie, cząstkę mnie która zaufała i pokochała...
Powiesz to tylko wakacyjna przygoda, a ty to nie potrzebnie rozpamiętujesz.
Ale czemu wspomnienia tak bolą do jasnej cholery!
Nie chcę o tym myśleć, ale nie panuję nad tym. Jest 5 nad ranem, a ja jeszcze nie śpię. Myślałam, że jak będę siedzieć do późna to zasnę bez rozpamiętywania tego co było. Pomyliłam się.Nie chcę już o tym myśleć.
Gdyby tylko dało się wyłączyć uczucia...