Miał być wielki powrót i co?
i znowu zrobiłam sobie półroczną przerwę od pisania.
Ale czasami człowiekowi jest potrzebna przerwa i nie chodzi tu tylko o przerwę w pisaniu.
Jak poradziłam sobie z poprzednimi problemami, które mnie męczyły?
Uciekłam...
Czasami to nie walka, ale ucieczka jest najlepszą drogą do uzyskania wewnętrznego spokoju.
Po raz pierwszy oddaliłam się od rodzinnego domu na tak długo, bo praktycznie na 3 miesiące i wiem, że to było najlepsze co mogłam zrobić. Po prostu rzuciłam to wszytko i wyjechałam, w całkiem obce miejsce, znajdując się wśród całkiem obcych mi ludzi. Mimo tego, że w dzień nie miałam czasu na nic, a noce spędzałam często rozmyślając z wzrokiem utkwionym w fale, ten wyjazd zadziałał na mnie oczyszczająco. Poznałam nowych ludzi i co ważniejsze, zatęskniłam za ludźmi, których tu zostawiłam, mimo tego że przed wyjazdem miałam ich wszystkich kompletnie dosyć.
Spędziłam niesamowite wakacje, chociaż nie zawsze było lekko. Poukładałam sobie wiele rzeczy w głowie i uświadomiłam sobie co tak naprawdę jest ważne. Co więcej rzucając się na głęboką wodę, uwierzyłam w siebie i zdałam sobie sprawę, że potrafię sobie poradzić w życiu i nie muszę być zależna od innych.
Jak powiedziała Audrey Hepburn:
"Pamiętaj, że kiedy potrzebujesz pomocnej dłoni – jest ona na końcu twojego ramienia"
Ucieczka nie zawsze jest objawem tchórzostwa, często jest najlepszą drogą. Czasami potrzebujemy jej żeby odciąć się od wszystkiego, popatrzeć na problemy z pewnej perspektywy, obiektywnie. Aby zobaczyć, że te nasze wielkie problemy z biegiem czasu wydają się jakieś błahe, Są chwilę, gdy lepiej odciąć się od przeszłości zamiast ciągle się nią zadręczać i zastanawiać się, co mogłoby się w tamtym momencie zrobić lepiej. Odciąć się od przeszłości i spojrzeć z nadzieją w przyszłość, z nadzieją na lepsze jutro, z nadzieją na szczęście.
