poniedziałek, 9 stycznia 2017

Przerwa

Miał być wielki powrót i co?
 i znowu zrobiłam sobie półroczną przerwę od pisania.


Ale czasami człowiekowi jest potrzebna przerwa i nie chodzi tu tylko o przerwę w pisaniu.
Jak poradziłam sobie z poprzednimi problemami, które mnie męczyły?
Uciekłam...
Czasami to nie walka, ale ucieczka jest najlepszą drogą do uzyskania wewnętrznego spokoju. 
Po raz pierwszy oddaliłam się od rodzinnego domu na tak długo, bo praktycznie na 3 miesiące i wiem, że to było najlepsze co mogłam zrobić. Po prostu rzuciłam to wszytko i wyjechałam, w całkiem obce miejsce, znajdując się wśród całkiem obcych mi ludzi. Mimo tego, że w dzień nie miałam czasu na nic, a noce spędzałam często rozmyślając z wzrokiem utkwionym w fale, ten wyjazd zadziałał na mnie  oczyszczająco. Poznałam nowych ludzi i co ważniejsze, zatęskniłam za ludźmi, których tu zostawiłam, mimo tego że przed wyjazdem miałam ich wszystkich kompletnie dosyć. 
Spędziłam niesamowite wakacje, chociaż nie zawsze było lekko. Poukładałam sobie wiele rzeczy w głowie i uświadomiłam sobie co tak naprawdę jest ważne. Co więcej rzucając się na głęboką wodę, uwierzyłam w siebie i zdałam sobie sprawę, że potrafię sobie poradzić w życiu i nie muszę być zależna od innych.  


 Jak powiedziała Audrey Hepburn:


"Pamiętaj, że kiedy potrzebujesz pomocnej dłoni – jest ona na końcu twojego ramienia"


Ucieczka nie zawsze jest objawem tchórzostwa, często jest najlepszą drogą. Czasami potrzebujemy jej żeby odciąć się od wszystkiego, popatrzeć na problemy z pewnej perspektywy, obiektywnie. Aby zobaczyć, że te nasze wielkie problemy z biegiem czasu wydają się jakieś błahe, Są chwilę, gdy lepiej odciąć się od przeszłości zamiast ciągle się nią zadręczać  i zastanawiać się, co mogłoby się w tamtym momencie zrobić lepiej. Odciąć się od przeszłości i spojrzeć z nadzieją w przyszłość, z nadzieją na lepsze jutro, z nadzieją na szczęście.











środa, 25 maja 2016

Co ja robię ze swoim życiem?

Wielki powrót


Dawno mnie tu  nie było, ale tyle się działo... matura, koniec szkoły, upragnione wakacje, problemy moje, problemy innych...A w tym wszystkich brak czasu dla siebie i na zastanowienie się nad tym wszystkim.Poza tym nie chcę pisać tych wpisów na siłę, po prostu czasami przychodzi taki czas, że muszę podzielić się z kimś moimi przemyśleniami i "przelać je na papier" aby mi ulżyło.



W tym szybkim tempie życia, gdzie gonią nas deadliny, musimy podejmować decyzje niezmiernie ważne dla naszej przyszłości, w tej gonitwie do upragnionego momentu w życiu, jakim dla mnie były wakacje nie masz czasu usiąść i zastanowić się nad swoim życiem. Nad tym jak się zachowujesz, co mówisz, z kim się zadajesz, jak widzą ciebie inni...Gdy to wszystko się skończyło, te całe "życie w biegu" i znalazłam chwilę spokoju, spojrzałam na moje życie z perspektywy osoby trzeciej


 i wiecie co?

Przeraziłam się, czuję wstręt do osoby, którą się stałam... Stałam się jedną z tych osób którymi gardziłam...Osobą nieczułą, fałszywą, czasami nawet wredną... Przestało obchodzić mnie to co mówią o mnie ludzie, przez co na pewno zepsułam sobie opinie. Zaczęłam dążyć do celu po trupach, nie patrząc na to że w tym wszystkim ranię ludzi, którzy też mają uczucia. Czuję do siebie wstręt i czas zrobić coś żeby to wszystko naprawić, bo nie mogę żyć nienawidząc siebie...


Myślę, że każdy w tym zabieganym świecie powinien od czasu do czasu zatrzymać się i zastanowić kim jest, czy zmienił się i czy dobrze czuje się z tymi zmianami. Ja na razie mam mętlik w głowie, ale zamierzam coś z tym zrobić. Chcę żeby inni ludzie odbierali mnie pozytywnie, a przede wszystkim żebym ja lubiła osobę, którą jestem.

piątek, 26 lutego 2016

Jej wysokość Internet

W dzisiejszych czasach Internet jest czymś ważnym, można powiedzieć, że rangą sięga Boga.
Prawda jest taka, że nie potrafimy żyć bez internetu.
Zastanawiamy się jak żyli nasi rodzice, dziadkowie bez Facebooka, Snapchata, wujka Goggle i cioci Wikipedii, ale czy przypadkiem ich życie nie było lepsze? Ciekawsze?
Sama nie potrafię żyć bez internetu i czasami mnie to trochę boli.
No bo czy naprawdę takie ważne są lajki na fejsie czy na instagramie?! 
Oczywiście, że nie i wiem to, a pomimo to denerwuje się jak jest ich mało.
 No bo czemu jedni mają ich więcej a drudzy mniej?! czemu ja akurat mam mniej?!
Prawda jest taka, że lajki tak samo podnoszą samoocenę jak i ją obniżają.
 Siedząc i sprawdzając co 2 minuty czy aby ktoś przypadkiem nie dał lajka, czuję się jak Bridget Jones z wpisami na Twitterze xD 
Ale najgorsze jest to, że nie unikniesz tego, bo przecież nie zaprzestaniesz używania internetu i wchodzenia na portale społecznościowe. Przecież nie mając fejsa, snapa itp. nie istniejesz...


ufff musiałam to z siebie wyrzucić, bo sfrustrowałam się trochę 
Takie nocne rozkminy 
Chociaż to taki trochę paradoks obrażać internet w internecie 
no ale coż...
Internet jest nieodłączną częścią dzisiejszego świata i trzeba się z tym pogodzić, ale trzeba też trochę nabrać do niego dystansu i nie traktować go tak całkiem poważnie :)






piątek, 5 lutego 2016

Czy istnieje przyjaźń damsko-męska?

Jeszcze do niedawna myślałam, że tak.
Teraz już zwątpiłam...

Powiesz przyjaźń to przyjaźń, płeć tu nie ma znaczenia. Sama tak niedawno mówiłam.
Ale czy na pewno?
Zaczęłam się nad tym zastanawiać...

Fajnie mieć takiego przyjaciela na śmierć i życie, który znajdzie dla ciebie czas w każdej chwili, pocieszy i poradzi co masz zrobić albo takiego, który zabierze cię gdzieś i sprawi, że po prostu zapomnisz o tym co przed chwilą było wielkim problemem. Takiego z którym będziesz śmiała się całymi godzinami z byle czego, takiego który będzie śmiał się z twojego nieumiejętnego gotowania, a ty z jego braku mięśni :D

Taaa fajnie... Tylko wszystko się zmienia gdy okazuje się, że ty dla niego nie jesteś tylko przyjaciółką, a on dla ciebie jest tylko przyjacielem.

FRIENDZONE

I nagle wszystko się zmienia, czar pryska...
Już nie jest tak jak  kiedyś, nie potrafić rozmawiać całymi godzinami, bo robi się między wami jakoś niezręcznie. Uważacie na wypowiedziane słowa, gesty, czyny, co jeszcze do niedawna było tak bardzo bez znaczenia. 
Niby zapewnia, że wszystko jest okey, ale nie jest...
Że będzie tak jak kiedyś, ale już nie będzie.... 


Z przyjaźni miłość może być zawsze, ale z miłości przyjaźni nie będzie...

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Urodzona z defektem

Ostatnio tak sobie myślę, że urodziłam się z jakimś cholernym defektem.

Czemu nie mogę tak jak inni ludzie kochać i być kochaną jednocześnie?
Mieć kogoś kto zawsze będzie przy mnie, a i ja będę się przy nim czuła dobrze?
Czemu nie mogę być po prostu szczęśliwa?

Kiedyś myślałam, że to dlatego że jestem nieśmiała i nie jestem taka ładna jak inne, ale to chyba nie do końca w tym tkwi problem. Teraz kiedy się zmieniłam ten problem dalej jest.

Chcę w końcu znaleźć miłość i potrzebuję tego, ale jednocześnie odpycham od siebie ludzi. Poznaje chłopaka, zaczynam z nim gadać, nawet flirtować, myślę sobie "może tym razem się w końcu uda!". Dowiaduję się, że się mu podobam, podbudowuję swoją samoocenę i nagle on proponuję mi randkę i czar pryska... Gdy widzę, że mu zależy mi nagle przestaje. PRZECIEŻ TO NIE JEST NORMALNE! Może boję się zobowiązań.... Może boję się, że ktoś mnie znowu skrzywdzi, że wtargnie z butami w moje chwilowo poukładane życie?

W każdym razie wiem, że to nie jest fair w stosunku do tych chłopaków,że rozbudzam w nich nadzieję a potem ich unikam, ale ja to robię podświadomie. I wiem jak to boli, bo nie raz przez to przechodziłam. Właśnie i w tym też jest problem! Bo ja zwykle zakochuję się w nieodpowiednich osobach, takich które nie zwracają na mnie uwagi, albo mają na mnie wylane, a tych którzy są idealnymi kandydatami odrzucam. Czemu?! Co jest do cholery ze mną nie tak?!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

A co jeśli nie ma przyjaźni?

PRZYJAŹŃ
to takie wielkie słowo...
niektórzy twierdzą nawet, że równe miłości,
ale czy nie jest tak, że gdy pojawia się miłość to znika przyjaźń, staje się niepotrzebna, bezwartościowa,nawet spychana na boczny tor?
Zadajmy sobie przede wszystkim pytanie "czym jest prawdziwa przyjaźń?"
Powiesz, że przyjaźń jest wtedy kiedy możesz za kimś skoczyć w ogień i wiesz, że on też to zrobi dla ciebie. Ale czy to nie jest trochę banalne wyjaśnienie? Tak na prawdę to ludzie są egoistami i chociaż mówią, że jesteś dla nich najważniejszy to nie jesteś. Kiedyś sama myślałam, że przyjaźń jest najważniejsza, a moja przyjaciółka jest centrum mojego wszechświata i będzie ze mną do grobowej deski. Gówno prawda. Przyjaźniłyśmy się ponad 10 lat, a teraz nie rozmawiamy ze sobą od 8 miesięcy i  wciąż się zastanawiam jak to możliwe, że kiedyś była dla mnie wszystkim, a teraz nie mogę na nią patrzeć. Bo pojawił się chłopak, zaczęło się niewinnie a potem bum! Nawet nie wiem kiedy zostałam na lodzie, kiedy zostawiła mnie dla chłopaka, którego na początku nawet nie lubiła. A najgorsze jest to, że przez tyle czasu wpajała mi do głowy te wszystkie zasady, ideał chłopaka i związku, a potem nagle w jednej chwili to wszystko zburzyła i sama postąpiła wręcz odwrotnie do tego co mi mówiła przez te wszystkie lata. Nie widziałam tego, że przez tyle czasu byłam kierowana przez nią, tak naprawdę robiła ze mną co chciała, a ja dopiero po skończeniu tego wszystkiego przejrzałam na oczy. Do teraz nie mogę uwierzyć, że dałam sobą tak sterować i dać się tak wykorzystywać.
 Moją najgorszą wadą jest to, że za bardzo przywiązuję się do ludzi, a oni to wykorzystują. Zakładam z góry, że ludzie są dobrzy i każdy ma tą drugą, lepszą stronę, a potem cierpię.Może to skutek czytania tych wszystkich książek i oglądania głupich filmów z happy endem...
Dobrą radą jest trzymanie ludzi na pewien dystans i nie pozwalanie im aby weszli w nasze serce i narobili bałaganu, który potem będzie cholernie ciężko posprzątać...







wtorek, 5 stycznia 2016

Cofać się czy iść na przód?

Mówi się, że nie powinno się cofać, tylko iść na przód. Ale czemu nie wrócić do tego co kiedyś sprawiało, że byłeś szczęśliwy? Zawsze mnie to dziwiło i sądziłam, ze nie ma nic złego we wracaniu do przeszłości, ale w ostatnim czasie przekonałam się, że w tym co mówią jest jakieś ziarnko prawdy, a nawet więcej.Ten rok był rokiem przełomowym w moim życiu. Było w nim wiele rozstań, kłótni, zmian, ale poznałam też wiele nowych ludzi, zaczęłam się obracać w innym towarzystwie i inaczej postrzegać pewne sprawy. Jednak weszłam w ten rok z pewnym wahaniem, trochę może rozbiciem emocjonalnym. Może dlatego, że przestraszyłam się, że nie będzie od taki emocjonujący jak poprzedni? W każdym razie zapragnęłam wrócić do tego co było kiedyś, do chwil w których byłam najbardziej szczęśliwa, odnowić stare znajomości, przeżyć jeszcze raz chwile z chłopakiem, z którym spotykałam się w wakacje. I to był błąd. Chyba jednak nie o to w tym wszystkim chodzi... Okazało się, że chłopak znalazł sobie już kogoś innego, a ze starymi znajomymi nie potrafię nawet znaleźć tematu. Nasz pogląd na różnego rodzaju sprawy jest kompletnie zróżnicowany co nie pomaga w odnowieniu relacji. Nie wiem czy to ja aż tak bardzo się zmieniłam, czy oni. Chyba jedno i drugie.
W sumie może i dobrze... Zrobiłam przez ten rok tak wielki krok w mojej osobowości, że chyba żałowałabym gdybym to zaprzepaściła. Mimo, że ludzie i zdarzenia z przeszłości są dla nas ważne, nie powinniśmy do nich wracać. Pamiętać, ale nie wracać, bo to nie przyniesie nam nic dobrego, a wręcz przeciwnie stracimy szacunek i dobre mniemanie o nich, a także radość związaną ze wspomnieniami.

To tak trochę refleksji tak już na spokojnie. Poprzedni post był chaotyczny i pełen luźnych myśli, ten już jest bardziej przemyślany i spójny.