Śnił mi się całą noc. Calusieńką.
Tej nocy przez moją głowę przewinęło się tyle snów, a w każdym był ON.
Po tym wszystkim co się zdarzyło, tydzień temu podjęłam ostateczną decyzję, że to koniec. Można być znajomymi, albo być razem. Nie można być znajomymi z bonusami. Nie można zachowywać się jakby się było w związku, jednocześnie nie mając żadnych zobowiązań. I nie mówię tu o wielkich zobowiązaniach typu i że cię nie opuszczę... Chodzi mi o zwykłe odzywanie się regularnie, a nie raz na 2 tygodnie, czy o przyznanie się w końcu, że zależy nam na sobie!
W każdym razie pomimo tego, że zdecydowałam się zakończyć wszystko, śnił mi się dzisiaj. Były to różne sny, części nie pamiętam, część jak przez mgłę. Ale pamiętam ten ostatni, który był jakby podsumowaniem, jakbym miała z tego wyciągnąć jakieś wnioski... Było to na jakimś polu, nie wiem dokładnie gdzie, ale symbolem jego głupoty było to, że wszedł na słup i chciał skoczyć, byli tam nasi znajomi co też pokazuję, że chciał się przed nimi popisać jak to robi w rzeczywistości. Ja stałam oniemiała z moim przyjacielem, który powiedział mi "patrz co ten idiota znowu odwala". I wtedy on skoczył... Wstrząśnięta tym wszystkim zaczęłam do niego biec, dobiegłam cała zapłakana, roztrzęsiona i zobaczyłam, że jemu nic się nie stało. Wstał i mnie przytulił, a ja nawet nie potrafiłam słowa z siebie wydusić. Spojrzał mi w oczy, po czym wziął mnie na ręce jak małe dziecko, a ja się wtuliłam w niego i wiedziałam że tylko w tych ramionach czuję się bezpieczna... Poszliśmy wśród tych znajomych, ale nie obchodziło mnie co oni powiedzą, tylko wtuliłam się w niego jeszcze bardziej i zaniósł mnie tam gdzie byliśmy sami. Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam, że to się nie uda, że to nie może tak wyglądać, że to co jest między nami rozpierdala mnie psychicznie. Widziałam jego smutek w oczach, widziałam, że mu zależy, ale że nie umie być ze mną nie sprawiając mi zawodu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz